Miłosz, Czesław: A szülőföld (Miejsce urodzenia in Hungarian)

Portre of Miłosz, Czesław

Miejsce urodzenia (Polish)

W ciągu wielu wieków, kiedy nad Morzem Śródziemnym powstawały i upadały królestwa, a niezliczone generacje przekazywały sobie wyrafinowane rozrywki i grzechy, mój kraj rodzinny był puszczą, odwiedzaną na brzegach tylko przez okręty Wikingów. Położony był poza zasięgiem map i należał do baśni. Ten drobny półwysep, który dzisiaj odnajduje się, prowadząc palcem od Kopenhagi na wschód wzdłuż północnego skraju Niemiec i Polski, nigdy zresztą nie miał być często wspominany przez kronikarzy. Oddalenie od szlaków komunikacyjnych nadawało mu stale charakter jednej z najbardziej odosobnionych enklaw, gdzie czas płynął wolniej niż gdzie indziej. Jednak już zapewne wtedy, kiedy Plato pisał swoje dialogi, kraj ten włączał się w międzynarodowy obieg handlowy. Stamtąd pochodziła przezroczysta ambra-bursztyn z zastygłym w niej owadem. Bursztyn, przekazywany z rąk do rąk jako przedmiot wymiany dzikich szczepów, odbywał długą drogę lądem, wzdłuż Dniepru do Morza Czarnego, zanim dotarł do greckiego archipelagu. Odnajdywany w wykopaliskach pozwala dzisiaj na przypuszczenia co do głównych linii, jakimi pionowo – z południa na północ – przesuwały się niektóre zdobycze wieku brązu i wieku żelaza. Tak tylko zaznaczała się obecność mieszkańców w nadbałtyckim lesie do chwili, kiedy, u schyłku średniowiecza, stali się skandalem dla chrześcijaństwa. Skoro umysły zaprzątało wtedy szerzenie prawdziwej wiary, a walka z niewiernymi była głównym tematem rycerskiej pieśni i legendy, łatwo zrozumieć, czemu prowincje, do których nigdy nie przeniknęło światło Ewangelii, budziły grozę i przypominały o nie spełnionym obowiązku. Tak więc Europa też miała swoich Czerwonoskórych. Dawali oni znać o sobie przez długie ciągłe zbrojne napady, zjawiając się i wycofując równie nagle do swoich niedostępnych kryjówek. Ich język był niezrozumiały dla otaczających ich Słowian, poziom ich techniki, jeżeli go mierzyć uzbrojeniem, był niższy niż u ich przeciwników. Łuk, oszczep i tarcza obszyta skórą walczyły przeciwko kopii i pancerzowi, ale tę niższość nadrabiała szybkość manewru. Wtedy też pojawia się po raz pierwszy wspólna nazwa nadawana tych plemionom: Litwa. W jakim stopniu można do nich zastosować termin barbarzyńcy, trudno orzec, zważywszy na niedostatek pisanych źródeł i stronnicze sądy chrześcijan. Miały one dość złożoną organizację religijną, opartą na hierarchii kapłanów, i stopniowo wchodziły w fazę organizacji państwowej, rozszerzając swoje posiadłości. Od 1228 roku, kiedy książę Mazowsza sprowadził do pomocy przeciwko ich atakom Zakon Krzyżacki i osadził go na terenie później nazwanym Prusami Wschodnimi, głównym ich wrogiem byli rycerze z różnych krajów zachodnich, podobni do tanków i noszący na żelazie białe płaszcze z czarnym krzyżem.
Wszystko to działo się bardzo dawno, ale walka z ostatnimi poganami w Europie przechowała się w świadomości zbiorowej, co prawda w formie mglistej, jednak dostatecznie silnie, żeby figurować nawet w niektórych katechizmach katolickich naszych czasów. Tak więc w Christenfibel, dziele dwóch teologów niemieckich, Piepera i Raskopa, czytamy: „Ale już w tym drugim okresie nowe ludy weszły w obręb Kościoła: od XIII wieku rycerze Zakonu Krzyżackiego wojowali i zmagali się na granicach Zachodu w imię Kościoła i Cesarstwa. Podporządkowali sobie Prusaków, toczyli boje z Litwinami, przeniknęli do Łotwy i Estonii, dotarli aż do jeziora Peipus”.
Być może jest to okazja, żeby zauważyć, jak punkt, w którym urodziliśmy się, separuje nas od poglądów gdzie indziej przyjętych. Najbardziej nawet zamierzchłe tragedie mają wielką trwałość, bo żyją w przysłowiu, w pieśni ludowej, w podaniu przekazywanym z ust do ust i później stanowią gotowy materiał literatury. Ten obraz zewnętrznego mroku, peryferii, na które szli szlachetni zapaleńcy-misjonarze, tak mocno ugruntowany w umyśle niemieckich teologów, że uznali za stosowne włączyć go do wykładu prawd wiary, ukazywał mi się już w dzieciństwie od innej strony. Epopea chrześcijańskiego posłannictwa była w istocie epopeą mordu, gwałtu i bandytyzmu, a czarny krzyż na długo pozostał symbolem klęski gorszej niż dżuma. Wszystkie moje sympatie zwracały się więc ku „szlachetnym dzikusom”, którzy bronili swojej wolności i wiedzieli, czego bronią, bo tam, gdzie Zakon Krzyżacki odnosił zwycięstwo, budował swoje zamki i zamieniał ludność w pracujących na jego korzyść niewolnych.
Książki, opisujące bohaterstwo pogan i pełne brzmiących swojsko nazw miejscowości, musiały odciskać mocny ślad w psychice, bo trafiały do moich rąk i do rąk moich rówieśników w wieku, kiedy kształtują się odruchy. Konsekwencją tych lektur był zapewne instynktowny wstręt do przemocy, maskującej się ideologią, i jakby sceptycyzm co do racji wszelkich cywilizatorów.
Zdolności państwowotwórcze niektórych grup etnicznych są czymś zagadkowym. Rycerze spod znaku krzyża pokonali Prusów i Lettonów, ale nie zdołali pokonać pokrewnych językowo tym dwóm grupom Litwinów. Ci, naciskani z Zachodu przez rzymskich chrześcijan: Zakon Krzyżacki i Polaków, dbali tylko o utrzymanie status quo, natomiast całą swoją ekspansję skierowali na wschód i na południe, ku domenom chrześcijan, którzy wzięli religię z Bizancjum – książąt Nowogrodu, Tweru, Moskwy i Kijowa. Bogowie czczeni pod świętymi dębami okazali się silniejsi niż Bóg bizantyjski i w ten sposób powstał jeden z najdziwniejszych organizmów państwowych w Europie: Wielkie Księstwo Litewskie. W dobie największego swego rozkwitu sięgało ono w okolice Moskwy, jednym końcem dotykało Bałtyku, drugim Morza Czarnego i zhołdowało Besarabię, ale małe nadbałtyckie plemię, które nadało mu nazwę, nie starało się narzucać swoich obyczajów lennikom, przeciwnie, ulegało ich przyzwyczajeniom, a dwór książęcy, wskutek małżeństw z księżniczkami ruskimi, wahał się pomiędzy dawnym obrzędem i Ewangelią kopiowaną przez kijowskich mnichów.
Największym niebezpieczeństwem był Zakon Krzyżacki. Jedynym sojusznikiem przeciwko niemu mogła być Polska, też wskutek wzrostu potęgi swoich protegowanych zagrożona. Zawiła strategia polskich dyplomatów szukających dróg na wschód i litewskich dyplomatów ulegających konieczności doprowadziła do małżeństwa wielkiego księcia Litwy z królową polską Jadwigą i przygotowała stopniowo unię dwóch państw. Jadwiga, córka panującego domu Anjou, przeszła do historii jako święta szczególnego rodzaju: poślubiając barbarzyńskiego wodza, złożyła swoje szczęście w ofierze wyższej racji katolicyzmu. Bo czego nie mógł dokonać miecz Zakonu, dokonało małżeństwo: w roku 1386 odbył się masowy chrzest Litwinów, mocą dekretu księcia, nad brzegami rzek. Ostatni w Europie poganie przestali być skandalem dla wiernych.
Dla młódych narodów fakty umieszczone w tak odległej epoce są już tylko datami z podręcznika. W otoczeniu, w którym rosłem, „problem unii” był często przedmiotem rozmów i wzbudzał gwałtowne kontrowersje. Zwolennicy powoływali się na wyjątkowość takiego pokojowego pochodu cywilizacji i przeciwstawiali metody polskie okrutnym metodom Teutonów. Przeciwnicy dopatrywali się w unii wyjątkowo podstępnej transakcji handlowej, bo Księstwo Litewskie wnosiło do Commonwealthu obszar trzy razy większy niż Królestwo Polskie. Poza tym, jeżeli porównamy ten związek do związku Anglii ze Szkocją, oznaczał on dla litewskich Szkotów powolne zamieranie ich języka i patrioci, których gestykulację pamiętam, najczęściej nie znali już mowy swoich pradziadów.
W każdym razie Commonwealth był olbrzymi i przez długi czas ani Germanie, ani Moskwa nie mogła z nim rywalizować. Zjednoczone siły polskie i litewskie złamały Zakon Krzyżacki w roku 1410 w bitwie pod Grunwaldem i Tannenbergiem, a później, kiedy na Kremlu władał Iwan Groźny, jego wojska ponosiły z rąk króla „Republiki”, jak ją nazywano, klęskę za klęską. Wewnętrzny rozkład dwój-państwa zajmującego cały środek Europy otworzył w XVIII wieku drogę Rosji i zmienił radykalnie równowagę sił.
Nie było to państwo narodowe. Przenoszenie wstecz narodowościowych pojęć, które pojawiły się stosunkowo późno, prowadzi do takich absurdów jak spór o to, czy Kopernik był Niemcem czy Polakiem. Językiem oświeconych była łacina, ustępująca, począwszy od Reformacji, w słowie pisanym miejsca polszczyźnie, ale Statuty Wielkiego Księstwa były układane w dialekcie wschodniosłowiańskim, co stanowi dowód, że etniczne centrum litewskie roztapiało się w masie ludów sobie podporządkowanych. Znaczna część mieszkańców miast używała na co dzień niemieckiego, chociaż kolonowie ulegali zwykle w ciągu paru pokoleń asymilacji. Żydzi przynosili ze sobą skażoną niemczyznę, kupcy z Kaukazu – ormiański. W tym tyglu następowało stopniowe osadzanie się pierwiastków: polski coraz bardziej stawał się synonimem „języka kultury”, to jest języka klasy panującej, litewski i dialekty, które później zaklasyfikowano jako język ukraiński i białoruski, schodziły do rzędu „mowy gminu”. Z językiem nie łączono jednak idei narodu. Lojalności były oparte na poczuciu związania z terytorium.
Nie było to też państwo jednolite religijnie. Przez jego środek przebiegała linia graniczna pomiędzy katolicyzmem i prawosławiem, niezupełnie wyraźna wskutek jednego z największych przedsięwzięć Watykanu. Przedsięwzięcie to, częściowo tylko udane, polegało na likwidacji schizmy przy pomocy wzajemnych ustępstw. Chrześcijanie bizantyjscy mieli zatrzymać obrządek grecki, a więc nie wprowadzać łaciny. Mieli zgodzić się natomiast na hierarchię, której głową był papież. W ten sposób powstał w 1596 roku Kościół Unijny. Miał on się okazać Kościołem męczenników, z chwilą kiedy Rosja opanowała obszary, na jakich się rozwijał. Widziała w nim większe jeszcze dla siebie zagrożenie niż w katolicyzmie i tępiła go policyjnymi środkami.
Katolicka połowa Commonwealthu pozostała wierna Rzymowi nie bez buntów i wewnętrznych rozłamów. Nauka Lutra, Zwingliego i Kalwina zdawała się w ciągu kilku dziesiątków lat brać górę nad przywiązaniem do papiestwa, a ruch protestancki skłonny był do większego niż gdzie indziej radykalizmu, wydając liczne sekty Anty-Trynitariuszy. Do tego trzeba dodać, że Commonwealth był największym skupiskiem Żydów na kontynencie europejskim i że ojcowie czy dziadkowie większości Żydów, gdziekolwiek dziś mieszkają, mieli swoje siedziby nad Wisłą, Niemnem czy Dnieprem.
Szczegóły historyczne staram się sprowadzić do minimum. Są one jednak konieczne, jeżeli mam umieścić moją rodzinną prowincję na tle szerszym. Czytając Szekspira, muszę siebie zapytywać, jak wyglądała ta cżęść Commonwealthu, etnicznie litewska, dotykająca Bałtyku, za panowania w Anglii królowej Elżbiety. Mogę przypuścić, że maszty szybkich okrętów, uganiających się koło Jamajki i Barbadosu za hiszpańskimi galeonami, pochodziły najczęściej z mego kraju. Rachunki firm okrętowych w porcie gdańskim świadczą też, że zajmowały się one dostarczaniem do Anglii, z okolic gdzie się urodziłem, pewnego towaru, na który popyt wydaje się nam dzisiaj trudno zrozumiały, mianowicie żywych niedźwiedzi. Los tych moich kuzynów, zmuszanych do gladiatorstwa w bear-gardens albo do roli katów rozszarpujących przestępcę, wydaje się równie mało ponętny, jak los byków na corridzie. Tego rodzaju naturalne płody prowadzą do wniosku, że las był wtedy mało tknięty siekierą i że rolnictwo zaledwie zaczynało przestawiać się na gospodarkę eksportową. Co do większości tubylców, to świadectwa współczesnych odnotowują, że ich szczera religijność nie przeszkadzała im w składaniu ofiar licznym bogom i boginiom, na wszelki wypadek.
Lojalnie trzeba przyznać, że moje okolice nigdy nie wydały żadnej postaci, która by zaważyła na losach świata, i nie wsławiły się żadnym odkryciem. Tylko historycy Reformacji znają nazwę stolicy tego powiatu: Kiejdany, gdzie drukowano wiele protestanckich książek. Siedzieli tam książęta Radziwiłłowie, potężni protektorzy herezji. Poza tym, jeżeli kiedyś uwaga ludzi wykształconych w różnych krajach kierowała się w tę stronę, to tylko wtedy, kiedy uczeni niemieccy odkryli, że chłop tamtejszy mówi najstarszym indoeuropejskim językiem, pod wieloma względami zbliżonym do sanskrytu. W XIX wieku wprowadzono na niektórych niemieckich uniwersytetach naukę litewskiego jako studium pomocnicze przy badaniach nad sanskrytem.
Prowincja dzieliła losy Commonwealthu i całej tej części Europy. Rytm rozwoju, początkowo podobny do rytmu części zachodniej, wykazywał coraz większe różnice. Kiedy państwa nad Atlantykiém zdobywały kolonie za morzami, kiedy zakładały manufaktury, żadne takie awanturnicze przedsięwzięcia nie interesowały zajętych wyłącznie rolnictwem mieszkańców Wschodu i na ich sumieniu nie ciążą cierpienia czarnych niewolników ani pierwszych proletariuszy.
Jakby dla równowagi powstało tutaj zjawisko określane czasem jako „feudalizm powrotny”, a będące właściwie wewnętrzną kolonizacją. Zwiększone możliwości eksportu zboża skłaniały do gospodarki intensywnej i zerwania z systemem danin w monecie i w naturze, składanych panom przez chłopów; mało korzystnych dla jednych, mało uciążliwych dla drugich. Tylko plantacja, a więc rodzaj fabryki rolnej, mogła odpowiedzieć nowym potrzebom i zapewnić pieniądze, za które z zagranicy importowano wina, tkaniny, korzenie i przedmioty zbytku. Siła robocza była na miejscu, należało ją tylko zmusić, czyli odebrać jej prawa uświęcone zwyczajem, co nie obywało się bez oporu i zmagań. Proces był stopniowy i zaczynał się od żądania, aby dzień, później dwa, chłop pracował na polach pana. W końcowym wyniku znikł prawie zupełnie chłop „wolny” i jeżeli los jego był nieco lepszy niż czarnego niewolnika na plantacji amerykańskiej, bo zachowały się więzi organiczne wioski i rodzaj półwłasności, to jednak chroniły go raczej pewne lokalne patriarchalne tradycje niż prawo Nędza jego, poza majątkami należącymi bezpośrednio do monarchy, była proporcjonalna do przepychu, jakim otaczali się wyzyskiwacze, oddzieleni od swego ludzkiego dobytku przez całą hierarchię służby i nadzorców. Rezultatem tej gospodarczej ewolucji była kastowość społeczeństwa, znacznie silniejsza niż na Zachodzie. Istniały właściwie tylko dwie kasty: chłopów i panów, przy czym ci ostatni stanowili grupę wewnątrz zróżnicowaną, poczynając od możnych, a kończąc na masie bardzo nieraz ubogich „klientów”. Zahamowanie rozwoju miast, a co za tym idzie „stanu trzeciego”, ma tutaj sens zarówno przyczyny, jak skutku.
Wewnętrzna kolonizacja objęła Polskę, Czechy, Węgry, kraje bałtyckie, Ukrainę, Rosję, nie wszędzie przybierając takie same formy. Im dalej na wschód, tym sytuacja chłopa była cięższa, aż do roli bydła sprzedawanego na sztuki, jak w Rosji, włącznie. Jest to zresztą klucz, który pozwala zrozumieć niektóre właściwości późniejszej „inteligencji”, wywodzącej się najczęściej nie z chłopów ani z mieszczaństwa, ale ze zubożałej szlachty. Koniec „powrotnego feudalizmu” i przejście na pracę najemną nie dadzą się objąć jedną datą i zależą od wielu politycznych oraz gospodarczych okoliczności. W mojej prowincji emancypacja chłopa przypada na okres amerykańskiej Wojny Domowej.
Rzeka Niemen, niedaleko swego ujścia do Morza Bałtyckiego, przyjmuje kilka małych dopływów z północy, ze środka półwyspu. Nad jednym z nich, Niewiażą, przypadło mi rozpocząć wszystkie przygody. Wbrew przypuszczeniom ludzi zamieszkałych w cieplejszych krajach przyroda nie ma tam w sobie nic ze smutku ani z monotonii. Jeżeli teren nie jest górzysty, to w każdym razie pagórkowaty i prawdopodobnie pierwsze wrażenia wzrokowe wytworzyły we mnie wstręt do równiny. Ziemia jest urodzajna i mimo dość surowego klimatu można tam uprawiać buraki cukrowe i pszenicę. Jest obfitość wód i lasów, iglastych i mieszanych, ze znaczną ilością dębu, który odgrywał tak ważną rolę w mitologii pogańskiej i odgrywa nadal w mojej mitologii prywatnej. Wspomnienie przyczyniło się do mojej skłonności przeprowadzania podziałów miejsc, w jakich później się znalazłem, na lepsze i gorsze: lepsze są te, gdzie jest dużo ptaków. Piękno wiosny i lata jest tam zresztą zapłatą za długą zimę. Śnieg spada w listopadzie albo w grudniu i topnieje w kwietniu.
Był rok 1911. Parafia miała dwa kościoły. Do bliższego, drewnianego, jeździło się albo chodziło na mszę. Przy drugim, murowanym w barokowym stylu (barok przyszedł tu z jezuitami) i odległym o sześć kilometrów, prowadzono księgi stanu cywilnego. Nazwa tej stolicy parafii jest trudna do wymówienia i moja znajomość starych indoeuropejskich pierwiastków nie wystarcza, żeby odgadnąć, co dokładnie oznacza. Tam otrzymałem chrzest i zostałem przyjęty na łono rzymskokatolickiego Kościoła. Równocześnie przez wpisanie do ksiąg stanu cywilnego przybył jeszcze jeden poddany Rosyjskiego Cesarstwa.
Na wsi mówiono po litewsku i częściowo po polsku. Miasteczko, dokąd wożono płody rolne na sprzedaż, używało na co dzień polskiego i jidysz. Ale już żandarm wlokący za sobą długą szaszkę, poborca podatków, konduktor na kolei, importowani dla celów administracji, zwracali się do tubylców po rosyjsku, wychodząc z założenia, że każdy musi rozumieć język urzędowy. A wyżej była piramida rosyjskich szkół i uniwersytetów, biur, ministerstw, państwowej religii, prawosławia, a na szczycie tron Cara.
Każde dziecko, dodane do wielomilionowej masy narodów podbitych, było dzieckiem klęski. Za nim rozpościerała się przeszłość krwawych bitw, rozpaczliwych powstań, szubienic, zesłań na Sybir i kształtowała całe późniejsze życie, niezależnie od jego woli. Przesżłość ta nie ginęła, choć była niepowrotna. Commonwealth nie mógł być wskrzeszony, nie mogło być wskrzeszone Wielkie Księstwo Litewskie, które już rozpadało się na narodowości nienawidzące panującej Rosji, ale również nienawidzące się wzajemnie, co tronowi dawało możność wygrywania jednych przeciwko drugim. Należało jedynie zastanawiać się, jak doszło do katastrofy, dla wielu umysłów nabierającej cech tylko etapu w dalszym pochodzie Cesarstwa. Mała Moskwa była niegdyś godnym lekceważenia przeciwnikiem dla książąt litewskich. Szachowali ją popierając przeciwko niej Tatarów, zawierając pakty z Nowogrodem i Twerem. Później ich spadkobiercy, królowie polscy, uważali ją za przeciwnika groźnego, ale jednak słabszego, który nie mógł stawić czoła ich armii w większej bitwie. Szala zaczęła się przechylać w połowie XVII wieku. Przechylił ją wreszcie Piotr Wielki. Aż z dawnej chwały nie zostało nic prócz wstydu i poczucia bezsilności.
Czy było to przeznaczenie czy dowód, że tylko absolutyzm zapewnia potęgę i że demokracja zawsze wreszcie zostanie pokonana? Bo cokolwiek się powie o organizmie państwowym, noszącym tytuł Republiki, z obieralnym królem na czele, zło, jakie tam istniało, nie powinno być mierzone według naszych miar, ale w porównaniu ze złem u ówczesnych sąsiadów. Trudno o większy kontrast niż tutaj: chaotycznie rządzony aglomerat, rodzaj koralowej rafy zlepionej z drobin i centralistyczna domena carów. Z tamtej strony wszechmoc panującego, jedność władzy świeckiej i duchownej, spisek i mord pałacowy jako zasadniczy instrument polityki. Z tej strony atmosfera nie tylko braku napięcia, ale rozluźnienia, habeas corpus, wrzaski w parlamencie, brak wypadków królobójstwa, korupcja i kupowanie głosów, anarchiczne nałogi jednostek, okręgów i grup. Chłop był wyzyskiwany i nie liczył się (nie liczył się wtedy nigdzie), ale klasowa demokracja była faktem. Decydowała o niej wielość ośrodków walczących o swoje interesy: magnaci schlebiający tłumom drobnej szlachty, monarcha, tak spętany w swoich uprawnieniach, że nieraz poniżał się próbując uzyskać kredyty na wojsko, miasta zachowujące resztki średniowieczpych przywilejów. Kościół i zakony zależne tylko od Rzymu. Wynaleziono też zasadę nigdzie indziej nie znaną. Poseł, oświadczając: liberum veto, zrywał sesję parlamentu, co zakładało, że przy ustawach potrzebna była chimeryczna jednomyślność i że wolność opinii nabierała cech samobójczych. Dyplomaci rosyjscy przyglądali się temu wszystkiemu, gładząc brody. Początkowo przyglądali się z odległości. Później, kiedy ich posunięcia były ułatwione przez militarną siłę, posługiwać się pieniędzmi albo presją, żeby kupować stronnictwa czy posłów, było dla nich rzeczą łatwą. Sukces ich okazał się całkowity.
Próbując posiąść zawiłą sztukę chodzenia na dwóch nogach zamiast na czworakach, nie wiedziałem o tych dziedzicznych obciążeniach, które trwają nie we krwi, ale w słowie, w geście, w nieświadomych reakcjach otaczających nas ludzi. Nie wiedziałem też, że stare urazy zmieniją się już w coś nowego, że nie starcza więzień, żeby pomieścić socjalistów, marzących o epoce, kiedy skończy się panowanie jednego narodu nad innymi, że żandarmi, przewożąc własność skarbową, padają od kul, a zagrabione pieniądze zasilają kasę konspiracyjną. Dziedziczyłem nie tylko daleką przeszłość, ale i tę wahającą się na granicy teraźniejszego momentu: lot Blériota przez kanał La Manche, ludowe fordy w Ameryce, kubizm i pierwsze abstrakcyjne obrazy, filmy Maxa Lindem, wojnę japońską 1905 roku, która dowiodła nieprawdopodobieństwa – że Cesarstwo Rosyjskie nie jest niezwyciężone. 


A szülőföld (Hungarian)

A sok-sok évszázad során - míg a Földközi-tenger partján királyságok alakultak és buktak el, míg nemzedékek sora örökítette a rafinált élvezeteket és bűnöket - az én szülőföldem pusztaság volt, és partjait csak viking hajók látogatták. Nem fért rá a térképekre, a mesék része volt. Ezt a csöppnyi félszigetet, amelyet ma úgy találunk meg, ha Koppenhágától kelet felé Németország és Lengyelország északi határát követjük ujjunkkal, a krónikások is ritkán említették. A közlekedési útvonalaktól való távolsága miatt mindig az egyik legelszigeteltebb enklávénak számított, ahol lassabban múlt az idő, mint másutt. Mégis az idő tájt, midőn Platón a dialógusait írta, ez a vidék már biztosan bekapcsolódott a nemzetközi kereskedelmi forgalomba. Innen származott az áttetsző ámbraborostyán, megdermedt rovarral a belsejében. A borostyán, ami a nomád törzsek cseretárgyaként vándorolt kézről kézre, hosszú utat tett meg a Dnyeper mentén a szárazföldön a Fekete-tengerig, míg a görög félszigetre eljutott. Az ásatások leletei alapján feltételezhetjük a főútvonalak elhelyezkedését, amelyeken - délről északra haladva - továbbterjed a bronz- és a vaskor némely találmánya. Csak ezen a módon jelezték létüket a balti erdők lakói egészen addig a pillanatig, amikor is a középkor alkonyán botránykővé váltak a világ számára. Mivel az igaz hit hamar elterjedt, a hitetlenek elleni harc pedig a lovagi énekek és legendák központi témája lett, nem csoda, hogy azok a tartományok, amelyekbe soha nem hatolt el az Evangélium világossága, rettegést keltettek és szüntelenül a teljesítetlen kötelességre figyelmeztettek. Így hát Európának is voltak rézbőrűi. Sorozatos és hosszan tartó fegyveres támadásokkal hallattak magukról, ahogy hirtelen előrontottak, majd visszahúzódtak kikémlelhetetlen rejtekhelyükre. Nyelvük érthetetlen volt a körülöttük élő szlávok fülének, technikai színvonaluk - ha ezt fegyverzettel mérjük - alacsonyabb szinten állt, mint ellenfeleiké. Íjjal, dárdával és bőrbevonatú pajzzsal szálltak harcba a lándzsa és a páncél ellen, ám ezt a hátrányt behozták a manőverek gyorsaságával. Ekkor jelenik meg először az az elnevezés, amellyel ezeket a törzseket illették: Litvánia. Nehéz megítélni, mennyire alkalmazható rájuk a „barbár” jelző, tekintettel az írott források hiányos voltára és a keresztények elfogult véleményére. Meglehetősen összetett vallási szervezettel rendelkeztek, melynek alapját a papi hierarchia jelentette, és fokozatosan, birtokaik növelésével jutottak el az államszervezés fázisába. Az 1228-as évtől, amikor Mazóvia fejedelme segítségül hívta a törzsek támadása ellen a Keresztes Lovagrendet, és a később Kelet-Poroszországnak nevezett területen letelepítette őket, legfőbb ellenségeik a különböző nyugati országok tankra emlékeztető lovagjai lettek, akik vaspáncéljuk fölött fehér köpenyt viseltek fekete kereszttel.
Mindez nagyon régen történt, ennek ellenére az Európa utolsó pogányaival vívott harc homályos formában ugyan, ám elég élénken maradt fenn a köztudatban ahhoz, hogy napjaink néhány katolikus katekizmusában is szerepeljen. Így a Christenfibelben, két német teológus, Pieper és Raskop munkájában ezt olvassuk: „De már a második szakaszban új népek léptek az Egyház kebelébe: a tizenharmadik századtól a Nyugat határain a keresztes rend lovagjai harcoltak és csatáztak az egyház és a császárság nevében. Legyőzték a poroszokat, küzdöttek a litvánok ellen, behatoltak Lettországba és Észtországba, eljutottak egészen a Peipus folyóig.”
Ez talán jó alkalom arra, hogy észrevegyük, hogyan szigetel el születésünk színhelye a máshol bevett nézetektől. Még a legősibb tragédiák is hosszú életűek, hiszen a közmondásokban, népdalokban, szájról szájra szálló legendákban élnek, és később kész anyaggal szolgálnak az irodalomnak. A kinti homálynak, a végeknek ez a képe, amerre a nemes rajongó misszionáriusok mentek, olyan erősen gyökerezik a német teológusok gondolatvilágában, hogy alkalmasnak találták beleszőni a hitbéli igazságok bemutatásába - ez a kép nekem már gyermekkoromban másik oldaláról mutatkozott meg. A keresztény küldetés eposza volt, a fekete kereszt pedig hosszú időre a pestisnél is súlyosabb csapás szimbólumává vált. Ezért minden rokonszenvemmel a „nemes vademberek” felé fordultam, akik védték a szabadságukat, és tisztában voltak vele, mit védenek, hiszen ahol a keresztes rend győzedelmeskedett, ott felépítette várait, és az őslakókat a maga hasznára dolgozó rabokká fokozta le.
Azok a könyvek, amelyek a pogányok hősiességét ecsetelik és hemzsegnek bennük a különösen hangzó helységnevek, bizonyára erős nyomot hagyhattak a pszichikumomban, hiszen abban az időben került az én és a velem egykorúak kezébe, amikor az ösztönös reflexek kialakulnak. Minden bizonnyal ezekből az olvasmányokból származik ösztönös irtózásom az ideológia maszkja mögé búvó erőszaktól és sajátos szkepticizmusom minden civilizátor érvrendszerével szemben.
Talányos dolog az egyes etnikai csoportok államalkotó képessége. A lovagok a kereszt jegyében leigázták a poroszokat és a letteket, de nem voltak képesek legyőzni az előbbiekkel rokon nyelvet beszélő litvánokat. Ezek, akikre nyugat felől a római katolikusok: a keresztes rend és a lengyelek nyomása nehezedett, csak a status quo fenntartásán fáradoztak, viszont keletre és délre terjeszkedtek, a bizánci vallású novgorodi, tveri, moszkvai és kijevi fejedelmek területei felé. A szent tölgyfák alatt tisztelt istenek erősebbeknek mutatkoztak, mint a bizánci Isten, és ily módon keletkezett Európa egyik legkülönösebb államszervezete: a Litván Nagyfejedelemség. Legvirágzóbb korszaka idején Moszkva környékéig nyúlt, egyik végével a Balti-, a másikkal a Fekete-tengert érintve, meghódította Besszarábiát, ám a maroknyi balti törzs, amely nevét kölcsönözte neki, nem törekedett arra, hogy saját szokásait erőltesse a vazallusokra, ellenkezőleg: behódolt szokásaik előtt, a fejedelmi udvar pedig az orosz hercegnőkkel kötött házasságok eredményeképpen az ősi rítus és a kijevi szerzetesek másolta Evangélium között ingadozott.
A legnagyobb veszélyt a keresztes rend jelentette. Egyetlen szövetségesként Lengyelország jöhetett számításba ellenük, amelyet szintén fenyegetett védenceik hatalmának növekedése. A lengyel diplomaták kelet felé utat kereső és a litvánok kényszernek engedő zavaros stratégiája a litván nagyfejedelem és a lengyel királynő, Hedvig házasságához vezetett, miközben fokozatosan előkészítette a két állam unióját. Hedvig, az Anjou uralkodóház leánya úgy vonult be a történelembe, mint a szentek egy sajátos típusa: nőül ment egy barbár vezérhez, saját boldogságát áldozta fel a magasabb katolikus érdekek oltárán. Mert amit nem tudott véghezvinni a lovagrend kardja, beteljesítette a házasság: az 1386. évben megtörtént a litvánok tömeges megkeresztelése a folyópartokon, a herceg rendeletére, és Európa utolsó pogányai megszűntek botránykőnek lenni a hívők szemében. Fiatal nemzetek esetében az ilyen távoli korszakra vonatkozó adatok már csak dátumok a tankönyvből. Abban a környezetben, ahol nevelkedtem, gyakran beszélgettek az „unió problémájáról”, erről hevesen vitatkoztak. Az uniópártiak a civilizáció békés bevonulásának kivételes jellegére hivatkoztak, és a lengyel módszereket szembeállították a teutonok kegyetlenségével. Az ellentábor egyedülállóan agyafúrt kereskedelmi tranzakciónak tekintette az uniót, mert a Litván Nagyfejedelemség háromszor akkora területet vitt be a Commonwealthbe, mint a Lengyel Királyság. Ezenkívül, ha ezt a szövetséget Angliának Skóciával kötött szövetségével hasonlítjuk össze, ez a litván skótoknak nyelvük lassú elhalását jelentette, és a hazafiak, akiknek gesztikulálása emlékezetembe vésődött, többnyire már nem ismerték őseik nyelvét.
A Commonwealth mindenesetre hatalmas volt, és hosszú ideig sem a germánok, sem Moszkva nem tudott vele rivalizálni. Az egyesült lengyel és litván erők 1410-ben a grünwaldi és a tannenbergi csatában tönkreverték a keresztes rendet, és később, midőn a Kremlben Rettegett Iván uralkodott, seregei a „Köztársaság” (így nevezték akkor) királya jóvoltából vereséget vereségre halmoztak. Az Európa egész középső részét elfoglaló kettős állam belső szétesése a tizenhetedik században utat nyitott Oroszországnak, és gyökeresen megváltoztatta az erőegyensúlyt.
Nem volt nemzetállam. Ha a viszonylag későn keletkezett nemzetiségi fogalmakat vonatkoztatjuk rájuk, ez olyan abszurd vitához vezet, mint az a kérdés, hogy Kopernikusz német volt-e vagy lengyel. A műveltség nyelve a latin volt, amit a reformáció után a lengyel váltott fel az írott nyelvben, de a nagyfejedelemség statútumait keleti szláv dialektusban fektették le, ami annak bizonyítéka, hogy a litván etnikai mag felolvadt az egymásnak alárendelt népek masszájában. A városi lakosság jelentős része a németet használta a hétköznapi életben, bár a parasztok többnyire néhány nemzedék alatt asszimilálódtak. A zsidók rossz németet, a kaukázusi kereskedők örményt hoztak magukkal. Ebben a tégelyben fokozatosan a helyükre kerültek az alkotóelemek: a lengyel egyre inkább a „kultúrnyelv”, vagyis az uralkodó osztály nyelvének szinonimájává vált, míg a litván és azok a dialektusok, amelyeket később ukrán és belorusz nyelvként osztályoztak, a „tájszólások” közé sorolódtak. A nyelvhez azonban nem társították a nemzet fogalmát. A lojalitást a területhez való érzelmi kötődés határozta meg.
Az állam vallási szempontból sem volt egységes. Középen kettévágta a katolicizmus és a pravoszlávia határvonala, ami a Vatikán egyik legsikeresebb lépésének köszönhetően nem is volt igazán éles határvonal. Ez a felemásan sikerült lépés az egyházszakadás kivédése volt - kölcsönös engedmények elfogadásával. A bizánci keresztények megtartották a görög rítust, a latin nyelvet sem vezették be. De el kellett fogadniuk a hierarchiát, amelynek csúcsán a pápa állt. Így állt föl 1596-ban a görög katolikus egyház. A vértanúk egyházának bizonyult már attól a pillanattól fogva, amikor Oroszország leigázta azokat a területeket, amelyeken az egyház gyökeret vert. Oroszország még a katolicizmusnál is nagyobb fenyegetést látott benne, és rendőri eszközökkel taposta el.
A Cammonwealth katolikus felének sem sikerült lázongásoktól és belső szakadásoktól mentesen megőrizni Rómához való hűségét, Luther, Zwingli és Kálvin tanai néhány évtized alatt fölébe kerekedtek volna a pápasághoz való ragaszkodásnak, a protestáns mozgalom pedig minden másnál erősebb radikalizmusra hajlott, és számos szentháromság-tagadó szektát teremtett. Ehhez hozzá kell tenni azt is, hogy a Commonwealth a zsidók legnagyobb gyűjtőhelye volt az európai kontinensen, és bárhol is éljen most a zsidók többsége, atyáik vagy őseik lakhelye a Visztula, a Nyemen vagy a Dnyeper mentén volt. Minimálisra próbálom szorítani a történelmi részletkörülményeket. Mégis elkerülhetetlenek, ha szülőföldemet tágabb perspektívába akarom helyezni. Shakespeare-t olvasva az a kérdés lebegett előttem, milyen képet mutathatott a Commonwealthnek ez a Baltikumig nyúló, etnikailag litván része abban az időben, amikor Erzsébet királynő uralkodott Angliában. Feltehető, hogy azoknak a gyors mozgású hajóknak az árbocai, amelyek Jamaica és Barbados közelében siklottak a spanyol galeonok után, legtöbbször az én hazámból származtak. A gdański kikötő hajóépítő cégeinek számlái tanúsítják azt is, hogy arról a környékről, ahol én születtem, Angliába szállítottak bizonyos árucikkeket, amelyek kelendősége ma már nehezen érthető számunkra: élő medvékről van szó nevezetesen. Ezen rokonaim sorsa, akiket a bear-gardenekben gladiátor- vagy (a gonosztevők elpusztításában) hóhérszerepre kényszerítettek, legalább olyan kevéssé vonzó, mint a bikák sorsa a corridában. Az ilyenfajta természeti kincsek vezettek ahhoz a következtetéshez, hogy az erdőt akkoriban nem nagyon érintette fejsze, és hogy a földművelés éppen hogy csak kezdett áttérni az exportgazdálkodásra. Ami az őslakosok többségét illeti, a tanúságtévő kortársak feljegyzik, hogy őszinte vallásosságuk nem zavarta őket abban, hogy számos istennek és istennőnek áldozzanak, minden eshetőségre készen.
Őszintén be kell vallanom, hogy szülőföldem soha nem nevelt fel egyetlen olyan személyiséget sem, aki a világ sorsáról döntött volna, és nem szerzett hírnevet semmilyen felfedezéssel sem. Csak a reformáció történészei ismerik a járás székhelyének nevét: Kiejdany, tekintve, hogy itt sok protestáns könyvet nyomtattak. Itt székeltek a Radziwiłł hercegek, az eretnekség befolyásos pártfogói. Ezen túl csak akkortájt irányult erre a vidékre a különböző országokban élő művelt emberek figyelme, amikor a német tudósok felfedezték, hogy az ottani paraszt beszéli a legősibb indoeurópai nyelvet, ami sok szempontból közel áll a szanszkrithoz. A tizenkilencedik században nem egy német egyetemen bevezették a litván nyelvnek mint a szanszkritkutatások segédtudományának oktatását.
Ez a vidék osztozott abban a sorsban, ami a Commonwealth és Európa e részének sajátja volt. A fejlődés üteme, ami kezdetben közelített ahhoz, amit a Nyugat diktált, egyre nagyobb eltéréseket mutatott. Amikor az Atlanti-óceán melletti államok tengeren túli gyarmatokat szereztek, manufaktúrákat alapítottak, ilyen kalandor vállalkozások nem érdekelték a kizárólag mezőgazdasággal foglalkozó keleti lakosságot, és az ő lelkiismeretükre nem is nehezedik sem a fekete rabszolgák, sem az első proletárok kínjainak a terhe.
Mintha csak az egyensúly kedvéért lépett volna fel itt a helyenként „második jobbágyságnak” nevezett jelenség, ami voltaképpen belső gyarmatosítás volt. A búzaexport megnövekedett lehetőségei intenzív gazdálkodásra késztettek, és arra, hogy szakítsanak a pénzbeni és természetbeni adók rendszerével, amivel a jobbágyok tartoztak uraiknak; ez kevés hasznot hajtott az egyiknek, és nem volt elég megterhelő a másiknak. Csak az ültetvény, vagyis egyfajta mezőgazdasági üzem volt képes megfelelni az új szükségleteknek, és biztosítani azt a pénzt, amiért cserébe külföldről importáltak bort, szövetet, fűszereket és luxuscikkeket. Munkaerőt helyben találtak, elég volt, ha kényszerítették vagy megfosztották a szokás által szentesített jogaitól, ami nem történt ellenállás és összecsapások nélkül. Folyamatosan ment végbe a folyamat, és azzal a követeléssel kezdődött, hogy a paraszt egy, később két napot dolgozzon a földesúr birtokán. Végeredményként majdnem teljesen eltűnt a „szabad paraszt”, és ha sorsa egy kicsit jobb is volt, mint a fekete rabszolgáé az amerikai ültetvényen - hiszen megmaradtak a falu organikus kötelékei és a féltulajdon egy formája -, mégis erősebben védték bizonyos helyi patriarchális tradíciók, mint a jog. Nyomora, hacsak nem élt királyi birtokon, arányban állt azzal a pompával, amivel a kizsákmányolók övezték magukat, akiket emberállományuktól a szolgák és felügyelők egész hierarchiája választott el. E gazdasági folyamat eredménye lett a társadalmi kasztosodás, ami sokkal erősebb volt, mint Nyugaton. Tulajdonképpen csak két kaszt létezett: a parasztoké és a földesuraké, ez utóbbiak belülről is csoportokra oszlottak, kezdve a hatalmasoktól egészen a nemegyszer igen szegény „kliensek” sokaságáig. A városok, és ami ezzel jár: a „harmadik rend” visszafogott fejlődése itt legalább annyira ok, mint amennyire következmény.
A belső gyarmatosítás megtörtént Lengyelországban, Csehországban, Magyarországon, a balti országokban, Ukrajnában, Oroszországban, bár nem mindenhol ugyanúgy. Minél jobban távolodunk keletre, úgy válik egyre sanyarúbbá a parasztok helyzete - a legvégén Oroszországban, ahol úgy adták-vették őket, mint a barmokat. Ez a kulcs egyébként, amellyel megérthetjük a későbbi - leggyakrabban nem a parasztok, nem is a polgárok, hanem az elszegényedett nemesség köréből kikerülő - „értelmiség” némely sajátosságait. A „második jobbágyság” vége és a bérmunkára való áttérés nem köthető egy dátumhoz, és számos politikai, illetve gazdasági körülménytől függ. Az én szülőföldemen a paraszt emancipációja az amerikai' polgárháború időszakára esik.
A Nyemen folyó nem sokkal balti-tengeri torkolata előtt magába fogad néhány kisebb mellékfolyót északról, a félsziget belsejéből. Az egyik ilyen mellékfolyó, a Niewiaza mellett kezdődtek a kalandjaim. A melegebb tájak lakóinak feltevéseivel szemben az ottani természet nem szomorú, nem is egyhangú. Ha nincsenek is hegyek a tájban, legalábbis dimbes-dombos, és valószínű, hogy a látás útján szerzett első benyomások alakították ki bennem a síkság iránti ellenérzést. A föld termékeny, és a meglehetősen zord éghajlat ellenére megterem a cukorrépa és a búza. A vidék bővelkedik vizekben és erdőkben, tűlevelű is van és vegyes lombú is, igen sok tölgyfával, ami oly fontos szerepet játszott a pogány mitológiában, és játszik a mai napig is az én privát mitológiámban. Ebből az emlékből ered az a szokásom, hogy jobbakra és rosszabbakra osztom fel a helyeket, ahol később megfordultam: jobbak azok, ahol sok a madár. Egyébként a tavasz és a nyár szépsége kárpótol a hosszú télért. Novemberben vagy decemberben leesik a hó, áprilisban olvad el.
1911-et írunk. Két templom tartozott az egyházközséghez. A közelebbi fatemplomba misére jártunk. A másikban, a barokkosan építettben (a barokk a jezsuitákkal együtt érkezett), ami hat kilométerre feküdt, vezették az anyakönyvet. Ennek az egyházközségi székhelynek nehéz kiejteni a nevét, és nem elég ahhoz az én tudásom a régi indoeurópai gyökökről, hogy kitaláljam, mit jelent pontosan. Ott kereszteltek meg, és ott vétettem fel a római katolikus egyház kebelébe. Az anyakönyvbe való bejegyeztetésem az Orosz Birodalom egy új alattvalójának világra jöttét jelentette.
Falun litvánul, néhol lengyelül beszéltek. A városka, ahová a mezőgazdasági terményeket szállították eladásra, rendszerint a lengyelt és a jiddist használta. De már azok, akiket adminisztratív célokra importáltak- a hosszú szablyát cipelő csendőr, az adószedő, a vasúti kalauz -, oroszul szóltak a helybeliekhez abból a megfontolásból, hogy mindenkinek értenie kell a hivatalos nyelvet. Föléjük magasodott az orosz iskolák, egyetemek, irodák, minisztériumok, az államvallás, a pravoszlávia piramisa, a csúcson pedig a cár trónja állt.
Minden gyermek, aki a leigázott nemzetek sokmilliós létszámát gyarapította, a vereségek gyermeke volt. Ott húzódott mögötte a véres ütközetekkel, elkeseredett felkelésekkel, akasztófákkal, szibériai száműzetésekkel teli múlt, és ez alakította egész későbbi életét, akaratától függetlenül. Ez a múlt nem veszett feledésbe, de megismételhetetlen volt. A Commonwealthet nem lehetett feltámasztani, nem lehetett feltámasztani a Litván Nagyfejedelemséget, szétesett az uralkodó Oroszországot gyűlölő nemzetiségekre. A nemzetiségek egymást is kölcsönösen gyűlölték, ami a trónnak jó alkalom volt arra, hogy egyiket a másik ellenében győzze le. Csak azon kellett elgondolkodni, mi juttatta őket eddig a katasztrófáig, ami sokak szerint csak a birodalom későbbi történetének egy lépcsőfoka volt. A kis Moszkva valamikor lenézett ellenfél volt a litván fejedelmek számára. Úgy tartották sakkban, hogy a tatárokat támogatták ellenük, Novgoroddal és Tverrel kötöttek paktumokat. Későbbi örököseik, a lengyel királyok félelmetes, mégis gyengébb ellenfélnek tartották, aki a nagyobb csatákban nem tudott ellenállni a lengyel hadseregnek. A tizenhetedik század derekán kezdett átbillenni a mérleg serpenyője. A végső lökést Nagy Péter adta meg. A régi dicsőségből nem maradt más, mint a szégyen és a gyengeség érzése.
Így volt elrendelve? Vagy ez a bizonyíték arra, hogy csak az abszolutizmus garantálja a hatalmat, és hogy a demokrácia végül mindig legyőzetik? Hiszen bármit is mondunk a köztársaságnak nevezett államszervezetről, élén a választott királlyal - az a rossz, ami ott létezett, nem mérhető a mi mércénkkel, csak azzal a rosszal vethetjük össze, ami az akkori szomszédok sajátja volt. Nincs még egy ilyen éles kontraszt, amint itt: katolikusan kormányzott, darabokból összetákolt korallzátonyokra emlékeztető agglomerátum és a centralista cári hatáskör. Az egyik oldalról az uralkodó mindenhatósága, a világi és egyházi hatalom egysége, a palotapuccs és
-gyilkosság a politika alapeszköze. A másik oldalon nemcsak feszültségektől mentes, hanem kötetlen légkör, habeas corpus, parlamenti bekiabálások, királyokat nem gyilkolnak, korrupció és szavazatok vásárlása, egyének, körök és csoportok anarchista indulatai. A paraszt kizsigerelve, és nem számít (nem számított sehol), de az osztálydemokrácia ténye nem kétséges. A saját érdekeiért küzdő csoportosulások sokasága döntött így: a kisnemesség tömegének hízelgő mágnások, a király, akit annyira gúzsba kötöttek jogosítványai, hogy nemegyszer folyamodott hitelért alázatosan a hadsereg számára, és a városok amelyek még őrizték a középkori előjogok maradványait. Az egyház és a szerzetesrendek csak Rómának tartoztak felelősséggel. Kitaláltak egy sehol másutt nem ismert szabályt is. Ha a képviselő kijelentette: liberum veto, megszakította a parlament ülését, aminek következtében a határozatokhoz egy képzeletbeli egyetértés szükségeltetett, és öngyilkos jelleget öltött a szabad véleménynyilvánítás. Az orosz diplomaták szakállukat simogatva nézték ezt az egészet. Először csak távolról figyelték. Később, amikor előnyomulásukat katonai erővel foganatosították, könnyű volt pénzzel vagy nyomásgyakorlással élni, pártokat vagy képviselőket megvásárolni. A siker teljességéhez nem fért kétség.
Amíg én a két lábon járás művészetét próbáltam elsajátítani a négykézláb helyett, nem tudtam ezekről az örökletes terhekről, amelyek nem a vérben, hanem a szavakban, a gesztusokban, a körülöttünk élő emberek öntudatlan reakcióiban élnek tovább. Azt sem tudtam, hogy a régi sérelmek átalakulnak valami mássá, hogy nincs elég börtön elhelyezni minden szocialistát, aki arról a korról álmodik, amikor egyik nemzet sem uralkodik a másik fölött, hogy a kincstári vagyont szállító csendőrök golyótól esnek el, a rabolt pénz pedig a konspiráció kasszáját gyarapítja. Nemcsak a messzi múltat örököltem, hanem azt is, ami még a jelen pillanat határán egyensúlyoz: Blériot repülését a La Manche-csatorna fölött, a Ford népautót Amerikában, a kubizmust és az első absztrakt képeket, Max Linder filmjeit, az 1905-ös japán háborút, ami bebizonyította a valószerűtlent - hogy az Orosz Birodalom sem legyőzhetetlen.


Source of the quotationCzesław Miłosz: A szülőföld, p. 53-63.

minimap